Partie polityczne nie rozumieją problemów mężczyzn

Komentarze, które pojawiły się w mediach społecznościowych po tym jak opublikowany został sondaż IPSOS dla OKO.press i TOK FM, wedle którego aż 40 proc. mężczyzn w wieku do 39 lat zamierza głosować na Konfederację, są w znacznej mierze schematycznie błędne i po prostu odpowiadają powszechnym dziś kliszom paternalistycznego traktowania męskiej części społeczeństwa.

Wyniki sondaży są bardzo ciekawe głównie z tego powodu, że pozostałe partie polityczne stanowią w nim dosłownie zaledwie tło dla ugrupowania Mentzena i Bosaka. Najwięcej głosów po Konfederacji zebrała Koalicja Obywatelska – 21 proc., PiS – 11 proc., AgroUnia – co także jest ciekawe – 8 proc. i po 7 proc. Trzecia Droga oraz Lewica.

Jakie jednak komentarze serwuje się w banieczce mediów społecznościowych pod powyższymi wynikami? Najbardziej stereotypizująca opinia mówi, że skoro mężczyźni chcą głosować na faszystów, to w ogóle nie są nic warci i nie należy się nimi przejmować. Problem polega na tym, że partie głównego nurtu politycznego sporu konsekwentnie nie przejmują się problemami mężczyzn i efekty właśnie widzimy. Inna dość powszechna opinia sprowadza popularność Konfederacji do schematu “partii protestu”. Jest w tym zapewne nieco prawdy, tyle, że nikt właściwie nie stawia sobie pytania dlaczego i przeciwko czemu protestują młodzi mężczyźni.

Interes mężczyzn a partie polityczne

Ciekawsze analizy można przeczytać u autorów lewicowych, którzy zwracają uwagę na pewien paradoks – mężczyźni do 39 roku są gotowi z jakiegoś powodu głosować niezgodnie z własnym klasowym interesem. I jest to prawda, konsekwencje neoliberalnej doktryny Konfederacji – gdyby była realizowana – musiałaby dźwigać dzisiejsza klasa ludowa, ciężko pracująca na swoje utrzymanie, ale też na utrzymanie państwa. W większości klasę tę tworzą dziś mężczyźni w których interesie jest raczej wzmacnianie systemu zabezpieczenia społecznego i prawa pracy, niż popieranie “partii przedsiębiorców”.

Wniosek lewicy zatem, nie wprost, jest podobny do wcześniejszego “liberalno-demokratycznego”, mężczyznom brak instynktu samozachowawczego, a zatem, tak czy inaczej, są głupi.

Jakkolwiek analizę klasową zawsze warto przeprowadzić badając społeczne trendy, nie zawsze daje ona właściwe diagnozy i recepty. Mówienie młodym mężczyznom, że są głupi i nie mają instynktu samozachowawczego, jest tym samym co ciągle słyszą w rozmaitych społecznych komunikatach. Tylko więcej, mocnej i – jak przypadku lewicowych opinii – bardziej erudycyjnie. Czy taki rodzaj inteligenckiej opinii może przekonać mężczyzn z klasy ludowej, że jednak głosowanie na Konfederację nie jest najlepszym pomysłem? Z całą pewnością nie.

Kobiety na pierwszym planie

Trzeba zwrócić uwagę na coś innego. Polityka w Polsce od lat staje się coraz bardziej kobietocentryczna, kwestie podnoszone przez różne środowiska kobiece są zawsze traktowane poważnie, natomiast nierównościami płciowymi stawiającymi w gorszej sytuacji mężczyzn zajmują się niszowi badacze. Gdyby ktoś pytał o jakie nierówności chodzi to łatwo je wymienić, Mężczyźni krócej żyją, ciężej pracują, wcześniej podejmują życie zawodowe i później je kończą, poza tym są gorzej wyedukowani, mają pod górę w sprawach rozwodowych jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, wielokrotnie częściej popełniają samobójstwa, podlegają obowiązkowi wojskowemu i więcej wnoszą do budżetu państwa. Równocześnie w dyskursie publicznym przedstawiani są raczej jako źródło problemów.

Oczywiste jest, że Konfederacja nie ma wcale dobrego pomysłu na program skierowany do mężczyzn, ale zrobiła jedno, otworzyła się na męskie imaginarium klasy ludowej. Piwo, kpiny z polityków i politycznej poprawności, kult samodzielności, nutka szowinizmu, w tle jednak też niejasna nostalgia za konserwatywnym modelem relacji damsko-męskich. To ostatnie marzenie czasem ciąży bardziej w stronę wulgaryzacji relacji z kobietami, ale nierzadko jest tęsknotą za rodzinną stabilizacją. Jak widać ten dość sentymentalny program Konfederacji działa. Może dlatego, że dalej nikt w polskiej polityce nie chce zrozumieć, że zjawisko męskiej emancypacji staje się coraz wyraźniejsze.

Tomasz Rowiński