Nadzieja nie umiera. Odnaleźli zaginioną córkę po 51 latach

Piekło od czyśćca różni jedna, podstawowa rzecz – nadzieja. Jest tak dlatego, że w obu stanach człowiek cierpi męki, m.in. pokutując za swoje grzechy. W czyśćcu jednak perspektywą jest zbawienie i nadzieja, która temu towarzyszy. W piekle nadziei nie ma, bo wszystko już zostało przez człowieka odrzucone. O tym jak jest ona silna i potrzebna pokazuje historia małżeństwa, które odnalazło zaginioną córkę po 51 latach.

Był sierpień 1971 roku. Pani Alta Apantenco opublikowała w lokalnej gazecie ogłoszenie, że poszukuje opiekunki do swojej ponad 1,5 rocznej córeczki. Było to konieczne ponieważ kobieta pracowała jako kelnerka. Udało znaleźć się chętną kobietę. Sprawa była tak pilna, że pani Alta nie spotkała się z nią osobiście. Kiedy była w pracy jej dzieckiem zajmowała się współlokatorka. Kiedy w końcu pojawiła się opiekunka, ta przekazała jej dziecko. To były ostatnie chwile, kiedy ktoś z otoczenia rodziny Alty Apentenco i Jeffriego Highsmith’a widział ich córkę. Opiekunka zniknęła razem z 21 miesięczną Melissą.

Koszmar i nadzieja

Pani Alta Apentenco i cała jej rodzina przeżywała niewyobrażalny koszmar. Nikt nie wiedział, gdzie podziała się ich córka. Dodatkowo kobieta nie widziała porywaczki i nie potrafiła wskazać, co mogło być przyczyną zaginięcia jej dziecka. Współlokatorka powiedziała jedynie, że ​​opiekunka wydawała się miła i była wystrojona, nawet w białych rękawiczkach. Dramat kobiety potęgowały jeszcze podejrzenia policjantów, że zabiła swoją córeczkę i ukryła gdzieś jej zwłoki. Według rodziny, takie podejrzenie utrzymywało się wśród śledczych przez kilka lat.

Ta niewyobrażalna tragedia nie spowodowała jednak załamania się rodziców. Ciągle trzymała ich nadzieja na to, że ich córka jest cała i zdrowa. Z każdym kolejnym rokiem wiele osób mogłoby zwątpić w celowość poszukiwania dziecka. A takich lat, które w niejednej rodzinie potęgowałyby zwątpienie było wiele, bo aż 51.

Przełom w poszukiwaniach dziecka

Rodzina otrzymywała różne informacje wedle, których dziewczynka była widziana w różnych miejscach. Wszystko okazywało się jednak fałszywym tropem. Do nieoczekiwanego przełomu doprowadziła firma, która zajmuje się komercyjnym badaniem DNA.

23andMe została założona z myślą o badaniu swojego DNA, które miałoby pozwolić poznać swoje cechy dziedziczne czy nawet talenty. Kod DNA pozwala uczestnikom dowiedzieć się także czegoś więcej o ich przodkach, porównać swoje genomy z rodziną oraz uzyskać możliwość skonsultowania wyników ze specjalistami pod kątem podatności na niektóre choroby genetyczne. Kluczowa w tym przypadku była możliwość porównania swojego DNA. Żeby to jednak nastąpiło, kod genetyczny musiał być przedstawiony przez obie strony. I tak się stało.

Zaginiona córka i wątpliwości

Do serwisu kod genetyczny swoich rodziców wprowadził brat zaginionej, który nigdy jej nawet nie poznał. Program połączył te wyniki z wynikami dzieci zaginionej. To był prawdziwy przełom. Rodzina natychmiast skontaktowała się z dziećmi zaginionej. Ci przekazali im adres email do jej mamy. Ta jednak, czemu nie ma się co dziwić, była sceptyczna wobec tych informacji. Nie wiedziała bowiem całe życie, że wychowują ją nie jej biologiczni rodzice. „Będę się za ciebie modlić, ale nie wydaje mi się, żebym była twoją córką” – napisała w wiadomości zwrotnej.

Wszystko zmieniło się, kiedy mąż zaginionej, już 53-letniej kobiety, wszedł na Facebookową stronę, na której opublikowane były zdjęcia zaginionej dziewczynki. Wtedy zaczęli się zastanawiać czy to faktycznie może być ona. Kobieta zgodziła się ostatecznie na przeprowadzenie badań DNA. Okazało się, że to Melissa jest zaginionym przed 51 lat dzieckiem.

Sprzedaż dziecka w barze

Zaginiona nie kontaktuje się z kobietą, która ją wychowywała. Zapytała ją tylko o to, kim naprawdę jest. Jej dotychczasowa opiekunka zdradziła, że kupiła Melissę w barze w 1971 roku za 500 dolarów. Kobieta powiedziała, że ​​wiedziała, że ​​jest ona poszukiwanym dzieckiem.

Rodzina spotkała się pierwszy raz od 51 lat. Było to 26 listopada 2022 roku w Święto Dziękczynienia. Obie strony nie kryły łez i swojej radości. Cała historia wydaje się tak nieprawdopodobna, że trudno w nią uwierzyć.

Zaginiona kobieta dorastała z imieniem Melanie i wychowywała się zaledwie 10 km od miejsca, w którym ją porwano. Teraz postanowiła zmienić swoje imię na Melissa. Podobnie planuje „zaktualizować” swój ślub tak, żeby do kobierca poprowadził ją jej prawdziwy ojciec.

Ta historia pokazuje, że nigdy nie należy tracić nadziei, bo tylko ona potrafi trzymać przy życiu i prowadzić do prawdziwych cudów. Nie bez powodu jest, obok wiary i miłości, jedną z cnót boskich.