Problemy ze snem niemowlaków. Jaki jest wpływ metod usypiania na rozwój dziecka?

Wielu przyszłych rodziców  z czułością patrzy na śpiące niemowlaki w wózkach, na rękach u mam, ojców czy dziadków. Z nadzieją słucha opowieści o dwu godzinnych drzemkach małych dzieci. Nie wspominając o noworodkach – przecież te śpią non stop! Jak wiele widzieli zdjęć i słyszeli historii mam i babć o tym jak byli mali i spali w wózeczku. A niejedno z nas zaliczyło huczną imprezę czy wesele nie budząc się ze słodkiego snu.

Po narodzinach dziecka pierwsze tygodnie upływają pod znakiem miłości, czułości i przyzwyczajania się do sytuacji jaką jest pojawienie się nowego członka rodziny. Jednak z czasem wielu rodziców zderza się z brutalną rzeczywistością, która nijak ma się do wyobrażeń o spokojnym życiu z niemowlakiem.

Moje dziecko nie chce spać

Na forach internetowych aż roi się od wątków o tematyce snu niemowlaków “Niespokojny sen niemowlaka”, “Problemy ze snem niemowlaka”, “Gdzie ten sen? – niemowlę”. Zrozpaczeni rodzice dzielą się problemami, szukają porady, przyczyny i “magicznego” środka do rozwiązania sennych komplikacji. Skarżą się na krótkie drzemki pociech czy częste pobudki w nocy. Nieprzespane noce dają się we znaki niejednej mamie która zaczyna się zastanawiać „Co robię źle ? Dlaczego moje niemowlę zasypia tylko przy piersi?” Dlaczego najlepiej moje niemowlę śpi na moich rękach”? Po przeczytaniu kilkunastu artykułów, zasięgnięciu porad na forach, u znajomych, rodziny okazuje się, że nic nie działa. Rodzice zaczynają się zastanawiać “Czy moje dziecko jest jakieś inne?”. Gdy już wszystkie metody usypiania czy przedłużania snu niemowlaka nie działają, pojawia się on – trening snu. Sama nazwa już może powodować ciarki. Jednak na taką metodę poprawy snu dziecka decyduje się coraz więcej rodziców, o czym świadczy coraz większa liczba Child Sleep Consultant z ang. konsultantek do snu dziecka. Choć podjęcie współpracy z taką osobą wcale nie oznacza NSZ – czyli nauki samodzielnego zasypiania, jednak jak same konsultantki podkreślają – “jest to najlepsza droga do poprawy jakości snu dziecka”

NSZ w praktyce

Trening snu czy nauka samodzielnego zasypiania – nazw może być wiele, chodzi o jedno – dziecko odłożone do łóżeczka ma zasnąć samo. Bez bujania, noszenia, przytulania. Metod jest kilka. Jedna z nich (która na szczęście uznawana jest jako przestarzała i bardzo rzadko polecana) to “cry it out” czyli metoda wypłakania. Polega na tym, że zostawia się dziecko w łóżku do wypłakania się i zaśnięcia. Do niedawna wiele osób chwaliło metodę 3-5-7. Polegała ona na pozostawianiu w łóżeczku płaczącego dziecka na 3, następnie 5, wreszcie na 7 minut bez reagowania na marudzenie, na czasami nawet na histeryczny płacz. Te mniej kontrowersyjne polegają na odkładaniu niemowlęcia, które jest śpiące aż zaśnie samo.

Konsultanci przedstawiają także swoje autorskie metody, które mają dać poczucie rodzicowi, że dziecku nie dzieje się krzywda.  Wiele mam dzieli się na forach internetowych, że nauka samodzielnego zasypiania była najlepszą rzeczą jaką zrobiły. Ich noce są przespane a w ich domach zagościł spokój. Czytając takie historię zrozpaczony rodzic staje przed ogromnym dylematem czy ingerować w rozwój małego człowieka ucząc go na siłę zasypiać? W Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów zarówno “za” i “przeciw” NSZ. Przeprowadzone dotąd badania naukowe nie wskazują jednoznacznie zagrożeń ani korzyści związanych z treningiem snu. Można odnieść wrażenie, że ta nauka ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Obie strony przedstawiają badania w sposób korzystny dla siebie.

NSZ a natura

Abstrahując od badań zastanawiać może jedno: czy nauka samodzielnego zasypiania nie jest wbrew naturze? Czy powinniśmy ingerować w tak ważną umiejętność?  Spokojne zasypianie dziecka jest możliwe poprzez zaspokojenie kilku podstawowych potrzeb: brak głodu, sucha pieluszka, spokojne otoczenie i poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia mu rodzic trzymający go w objęciach. Choć dla wielu ten ostatni czynnik może wydawać się mało znaczący, to właśnie poczucie bezpieczeństwa jest niezbędne do prawidłowego rozwoju niemowlaka. Osiągnąć je można właśnie poprzez bliskość rodzica i nawiązywanie z nim trwałej relacji. Czy jest to możliwe zostawiając niemowlę samo w łóżeczku aż do zaśnięcia? Według trenerek snu – tak. Można przecież przytulać dziecko wtedy gdy wstanie.  Według wielu psychologów – nie. Pozostawienie płaczącego niemowlęcia powoduje u niego strach, lęk i wzrost kortyzolu. Jak wskazuje autorka bloga wymagające.pl  „dzieci poddane treningowi samodzielnego usypiania w łóżeczku nie przestają się budzić. Dowodzą tego badania z użyciem podczerwieni. One przestają komunikować, że się obudził (…) W jednym z badań po trzech dniach treningu snu niemowlęta przestały płakać przed snem i w trakcie pobudek, ale nadal odczuwały stres. Poziom kortyzolu w trzecim dniu badania, gdy niemowlęta przestawały płakać i wyglądało na to, że są spokojne, był tak samo wysoki, jak pierwszego dnia treningu, gdy płakały.”

Jedyny słuszny sposób na usypianie niemowlęcia jest w nas, w rodzicach. Niezależnie od tego w jaki sposób będzie ono zasypiało, ważne jest by słuchać swojej intuicji a przede wszystkim swojego dziecka. Może się wydawać, że „mówi” do nas w sposób niezrozumiały, ale najlepszym translatorem jego słów jest po prostu miłość.