Przywracanie intencji prawodawcy. Krótka historia społecznego oporu wobec aborcji

Artykuł jest rozszerzoną wersją wykładu, który został wygłoszony 12 stycznia 2023 roku podczas konferencji “Jak mówić dziś o aborcji?”, zorganizowanej przez Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka.

Kiedy Trybunał Konstytucyjny w październiku 2020 roku ogłosił swój wyrok w sprawie niekonstytucyjności obecnej w polskiej ustawie o ochronie życia przesłanki eugenicznej do przeprowadzenia aborcji, niełatwo było w mediach głównego nurtu – zarówno tych zagranicznych, jak i niestety krajowych o rzetelny opis tego, co rzeczywiście działo się w tamtych dniach w Polsce. Przede wszystkim nie można było się dowiedzieć dlaczego decyzja Trybunału Konstytucyjnego nie była arbitralną decyzją polityczną, ale konsekwencją długotrwałego procesu kształtowania się prawa w Polsce, ale także wcześniejszego wykładnictwa konstytucyjnego.

Tworzące ten główny nurt liberalne media wydawały się bardziej zainteresowane wytwarzaniem niechętnej rządom Prawa i Sprawiedliwości atmosfery, aniżeli ułatwieniem swoim odbiorcom rozumienia sytuacji. Najbardziej oczywistym przekonaniem kolportowanym przez liczne media było to, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego był wynikiem czegoś w rodzaju spisku narodowo-konserwatywnego rządu oraz Kościoła katolickiego.

Narracja ta była od samego początku całkowitym zmitologizowaniem rzeczywistości i to zmitologizowaniem tak głębokim, że aż trudno uwierzyć, że znalazła ona tak szeroki posłuch w naszym kraju. Zresztą w dalszym ciągu tak właśnie opisuje się w wielu miejscach dynamikę zdarzeń z jesieni 2020 roku. Fałsz, o którym mówimy musi być wyjaśniany od spraw najbardziej podstawowych i nie będzie zrozumiany bez bliższego przyjrzenia się pewnym konkretnym aspektom polskiej polityki.

Nieoczywista polityka centroprawicy

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, nigdy nie był politykiem katolickim. Jeśli już mielibyśmy szukać jego związków z jakąś tradycją polityczną, to należałoby raczej powiedzieć, że wywodzi się z nurtu patriotycznego socjalizmu, który przed II wojną światową reprezentowała PPS, czyli Polska Partia Socjalistyczna. Co za tym idzie, nigdy nie mógł być on postrzegany jako oczywisty sojusznik ruchów pro-life i katolickiej agendy społeczno-politycznej. Nawet wówczas, gdy w czasach opozycyjnych dla PiSu, w czasach rządów Platformy Obywatelskiej z powodów politycznych zgadzał się by jego ugrupowanie popierało głos środowisk działających na rzecz ochrony życia. Do dziś polska prawica i środowiska pro-life powinny pamiętać konflikt prezesa PiS, ale także prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego z jednym z najważniejszych polityków katolickich w Polsce, byłym marszałkiem Sejmu, Markiem Jurkiem.

W latach pierwszych rządów partii Kaczyńskiego, które trwały od roku 2005 do roku 2007, Marek Jurek zbudował szeroką koalicję społeczną i polityczną, na którą składali się politycy większości ówczesnych partii parlamentarnych, także opozycyjnych. Podjęli oni wspólne działanie na rzecz zmiany konstytucji Rzeczypospolitej, tak aby bardziej jednoznacznie chroniła ona życia ludzkie od chwili poczęcia. Jarosław i Lech Kaczyńscy ostatecznie storpedowali wtedy zabiegi Marka Jurka – wówczas ich kolegi partyjnego – sterując procesem politycznym oraz pracami w komisjach sejmowych tak, by spodziewany przez katolickich posłów PiS efekt został udaremniony. Historia ta była wielokrotnie opisywana. Marek Jurek po porażce swojego projektu zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu, a następnie odszedł z Prawa i Sprawiedliwości zakładając własne ugrupowanie – Prawicę Rzeczypospolitej.

PiS do tematu ochrony życia wrócił dopiero po przegranych w 2007 roku wyborach, kiedy zebrał pod swoje skrzydła różne nurty katolickiej i konserwatywnej publiczności politycznej. Niemal przysłowiowe było jednak w środowiskach polskiej prawicy przekonanie, że Jarosław Kaczyński nie boi się w polityce niczego poza jednym: sprawą ochrony życia. Dlatego też środowiska katolickie i konserwatywne z pewnym zaskoczeniem przyjęły wydarzenie z 22 października 2020 roku, jak i decyzję Trybunału. Prezes PiS pomimo swoich możliwości politycznych nie usiłował powstrzymać zbliżającego się orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Asekurancka postawa Kościoła

Jak dotąd nie wspomniałem ani słowem o aktywności hierarchii Kościoła katolickiego w krytycznych chwilach sprzed ponad dwóch lat, hierarchii która miałaby być częścią prawicowego spisku przeciw kobietom. Dlaczego? Ponieważ nie ma o tym zbyt wiele do powiedzenia. Kościół oczywiście publicznie wyrażał (i wciąż wyraża) swoje stanowisko na temat ochrony życia, jednak w sytuacjach politycznego napięcia zazwyczaj zachowywał się, dla jednych ostrożnie, a dla innych lękliwie, a nawet dwuznacznie. To raczej świeccy katolicy od lat dążyli do tego, by Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, które stało się przedmiotem zainteresowania świata i protestów części społeczeństwa w roku 2020. Świeccy katolicy czynili to niezależnie od tego, czy akurat rządzili liberałowie, czy też przedstawiciele prawicy, a nawet niezależnie od tego, co mówili hierarchowie i na ile chętnie wyrażali swoje poparcie. Sprawa prawnego zabezpieczenia ochrony życia dzieci ma się zatem nieco inaczej, niż na pozór mogłoby się wydawać komuś kto jedynie byłby zainteresowany przekazem mediów niechętnych, a często po prostu jawnie wrogich życiu.

Zapytajmy jednak o co chodzi z ustawą o ochronie życia z roku 1993 i o co chodzi z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z roku 2020? Co sprawia, że obecna sytuacja prawna nie wynikła z arbitralnej – może nawet niedemokratycznej, jak można czasem usłyszeć, decyzji władz, ale jest rozwinięciem zasad, które wypracowano w Polsce przez lata.

Czasy PRL

W czasach komunistycznych istniała ustawa, która de facto dopuszczała aborcję na życzenie. Jej zapisy interpretowano jako chroniące zdrowie i życie kobiety ciężarnej, nie zaś płód, albo ciążę kobiety zgodną z jej wolą.

Jakie były konsekwencje przyzwolenia komunistów na szerokie stosowanie uśmiercania dzieci? Dla przykładu można podać, że w roku 1960 wykonano w Polsce około 250 tys. uśmierceń nienarodzonych dzieci. Szacuje się, że w wyniku obowiązywania komunistycznej ustawy pozbawiono życia około 20 mln osób. Oczywiście, Kościół hierarchiczny i katolicy podnosili tę kwestię na tyle, na ile było to możliwe w warunkach komunistycznego państwa totalitarnego. O tym, że człowiek rozwijający się w łonie matki nie jest częścią jej ciała mówił nie raz i nie dwa kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski. Potem także robił to kard. Karol Wojtyła, dla którego, gdy został papieżem Janem Pawłem II, sprawa powstrzymania masowych aborcji w świecie była jedną z najważniejszych.

Jednak to ze środowisk rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego i opozycji antykomunistycznej wychodziły konkretne propozycje zmian w prawie. W roku 1977 Polski Komitet Obrony Życia, Rodziny i Narodu zebrał ponad dwanaście tysięcy podpisów pod wnioskiem do Sejmu Polski Ludowej o zniesienie ustawy o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1956 roku. Sejm przekazał sprawę Ministerstwu Zdrowia i Opieki Społecznej, które w odpowiedzi na inicjatywę stwierdziło, że nie będzie wprowadzało żadnych zmian prawnych. Liczba przypadków mordu prenatalnego w latach 80 dwudziestego wieku wynosiła między 80 a 140 tys. osób rocznie. Takie były efekty rzekomo zapobiegawczej ustawy funkcjonującej w PRL. W podobny sposób działają także ustawy liberalne, co do których często można usłyszeć, że oferowana przez nie dostępność aborcji będzie działać ograniczająco na ten proceder.

Jeśli chodzi o czasy PRLu trzeba też wspomnieć o inicjatywie jaką była Krucjata Modlitwy w Obronie Nienarodzonych Dzieci zainicjowana przez garstkę katolików świeckich współpracujących z Instytutem Teologii Rodziny kierowanym przez dr Wandę Półtawską — członka Papieskiej Rady ds. Rodziny oraz Kurią Metropolitalną w Krakowie.

Tak wspominał ten czas prof. Antoni Zięba, jeden inicjatorów Krucjaty:

“Gdy w Polsce w roku 1980, w warunkach kryzysu i ciemnej nocy komunizmu, postawiliśmy sobie za cel zniesienie ustawy aborcyjnej, po ludzku wydawało się to niemożliwe. Rządzący wówczas reżim propagował aborcję i uniemożliwiał jakąkolwiek społeczną dyskusję na ten temat poprzez cenzurę w mediach, poprzez zakaz nie tylko wydawania jakichkolwiek gazet na ten temat, materiałów w obronie życia, ale nawet ulotek. Pamiętam, jak nielegalne było zrobienie więcej niż 10 kserokopii jakiegokolwiek druku bez zatwierdzenia go wcześniej w odpowiednim komunistycznym urzędzie. Nie mogłem wykonać zwykłej nawet pieczątki z ewangelicznym cytatem bez odpowiedniego zezwolenia! Lekarze i pielęgniarki odmawiający dokonywania tzw. przerywania ciąży tracili pracę. Osoby głoszące naukę Kościoła w tym względzie były szykanowane i zastraszane. Kobieta udająca się do lekarza na pierwszą wizytę w związku z ciążą często słyszała pytanie: usuwamy, czy rodzimy?”.

Podobną inicjatywę do tej z roku 1978 podjął pod koniec czasów komunistycznych w roku 1987 Klub Inteligencji Katolickiej ze Szczecina. Jednak to działanie także nie osiągnęło żadnego wymiernego celu choć stanowiło warty odnotowania głos obywatelskiego zaangażowania w sprawę ochrony życia.

Nowa Polska i ustawa z roku 1993

Zmiany zaszły jednak dopiero w roku 1993 za czasów rządu premier Hanny Suchockiej, który tworzyła szeroka koalicja licznych ugrupowań wywodzących się z różnych formacji opozycji antykomunistycznej, a także niezależnego związku zawodowego “Solidarność”. Ustawę, którą po wielu dyskusjach i sporach uchwalono poparły przede wszystkich ugrupowania koalicyjne, a przeciw byli pozostający wtedy w opozycji postkomuniści.

Trzeba koniecznie pamiętać, że ustawa o ochronie życia z roku 1993, obowiązująca do dziś ustaliła, trzy przypadki dopuszczalności uśmiercania dzieci nienarodzonych, ale na zasadzie wyjątków od zasadniczej reguły ochronnej, a nie jako “prawo do aborcji”. Ustawa dopuszczała zabicie dziecka po pierwsze w sytuacji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu); po drugie, gdy badania lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. W tym przypadku aborcja była możliwa do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej. To ten właśnie punkt nazwano przesłanką eugeniczną aborcji i ten właśnie punkt został zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny dwa lata temu. I wreszcie trzecia przesłanka aborcyjna mówił, że aborcja może być dokonana wtedy, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. W tym przypadku dotyczy to okresu pierwszych 12 tygodni od początku ciąży.

Trzeba podkreślić, że ustawa ta, pomimo dopuszczonych w niej wyjątków stanowiła zasadniczy i pozytywny przełom w ochronie życia w Polsce. Z dzisiejszej perspektywy, a także istniejącego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego można zakładać, że gdyby istniała odpowiednia wola politycznych każdą z ustawowych przesłanek do dokonania aborcji można by podważyć. Warto przyjrzeć się dynamice aborcyjnej, która miała miejsce na przełomie lat 80 i 90 dwudziestego wieku. W roku 1985 wykonano ponad 135 tys. aborcji. Już jednak sam przełom ustrojowy, być może także konsekwentne nauczanie Jana Pawła II na rzecz ochrony życia nienarodzonych, sprawiło, że w roku 1989 mieliśmy do czynienia w Polsce z 82 tys. legalnych przypadków uśmiercenia dzieci. W roku 1990 liczba ta spadła do 59 tys., w roku 1991 wyniosła 30 tys., w roku 1992 11 tys. W roku wprowadzenia ustawy mieliśmy do czynienia z około tysiącem przypadków uśmiercenia dzieci. Wartości te w kolejnych latach jeszcze zauważalnie spadały i w 1998 roku było to tylko 310 przypadków, w roku 2001 tylko nieco ponad 150 przypadków.

Niestety w kolejnych latach dał się zauważyć dość wyraźny wzrost liczby aborcji na podstawie przesłanki eugenicznej. Po roku 2015 mieliśmy w Polsce do czynienia z zauważalną liberalizacją praktyki, ponieważ każdego roku zabijano tysiąc lub więcej dzieci w związku z drugą przesłanką ustawową. Można zatem powiedzieć, że sytuacja domagała się społecznej i państwowej interwencji, ponieważ intencja prawodawcy, by w maksymalny sposób zapewnić ochronę życia każdej poczętej osobie zaczęła być lekceważona. Lata 2015 – 2020 to okres wyraźnego wzmożenia środowisk pro-life mających na celu powstrzymanie niekorzystnego trendu.

Postkomunistyczna nowelizacja

Jak duże było znaczenie wprowadzonej w roku 1993 ustawy pokazał kryzys, który nastąpił trzy lata po jej uchwaleniu. W roku 1996 do władzy w Polsce doszli postkomuniści, którzy przeforsowali poprawkę do ustawy wprowadzając nowy wyjątek, czyli przesłankę społeczną przywracającą w Polsce de facto aborcję na życzenie. Do marszałka Sejmu Józefa Zycha wpłynęło wówczas ponad milion skarg od obywateli w sprawie nowelizacji. Przed Sejmem odbywały się manifestacje i spotkania modlitewne. Pomimo szerokiego obywatelskiego sprzeciwu 20 listopada prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał znowelizowaną ustawę. Nie był to jednak koniec sporu. Na początku roku 1997 zakończyły się prace na nową polską Konstytucją, która po długich dyskusjach została przyjęta przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia 1997 roku.

W konstytucji znalazł się między innymi długo debatowany art 38, w którym zawarta została “zasada ochrony życia” w Polsce w brzmieniu: “Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. Paradoksem jest, że autorem zaakceptowanej w końcu formy tego artykułu Konstytucji był Marek Borowski w tamtym czasie jeden z najbardziej znaczących i wpływowych polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli tej samej partii, która przywróciła aborcję na życzenie. Co więcej w czasie debaty konstytucyjnej Borowski wyraził przekonanie, że „płód jest naturalnie istotą ludzką”, a „Konstytucja RP dostarcza podstaw dla takiej konkluzji”. To drobne z pozoru wydarzenie pokazuje jak szeroką akceptację polityczną otrzymały w latach 90 antropologiczne przesłanki za ochroną życia, nawet jeśli nie były one konsekwentnie realizowane przez przez konkretne partie polityczne. Dobrze tu widać, że kwestionowane dziś tak często człowieczeństwo ludzi w prenatalnej fazie życia, przynajmniej deklaratywnie znajdowało szerokie poparcie, jako tło toczących się wówczas debat.

Mit kompromisu aborcyjnego

Trzeba w tym miejscu także zakwestionować powracającą często narrację o tym, że ustawa o ochronie życia miała charakter kompromisowy – to znaczy została uchwalona dzięki ludziom i stronnictwo gotowym do ugodowości w kwestii aborcji. Nic z tych rzeczy. Twierdzenia takie nie znajdują oparcia w faktach. Trafnie pisał o tym kilka lat temu dr Paweł Milcarek, redaktor naczelny kwartalnika “Christianitas”:

“W sprawie zakresu ochrony życia nienarodzonych – pisał Milcarek – nie było żadnego kompromisu politycznego. W roku 1993 jedna grupa polityków zdołała wbrew innej grupie polityków doprowadzić do uchwalenia ustawy o ochronie życia poczętego – znacznie gorszej od złożonego projektu, lecz i znacznie lepszej od dotychczasowego stanu prawnego, opisanego przez ustawę z 1956 roku. Główną różnicą in plus było zniesienie dopuszczalności aborcji „ze względów społecznych”, czyli kategorii najczęściej stosowanej.

Po uchwaleniu ustawy z 1993 przeciwnicy “ograniczenia aborcji” nie zrezygnowali z prób obalenia ustawowej ochrony życia poczętego – i dokonali tego w roku 1996 (gdy prezydentem nie był już Lech Wałęsa zapowiadający wetowanie każdej zmiany proaborcyjnej, lecz Aleksander Kwaśniewski). Jednak niedługo potem, w 1997 Trybunał Konstytucyjny orzekł niekonstytucyjność tej “liberalizacji”, w związku z czym aborcja „ze względów społecznych” została jednak ponownie zakazana. Od tego momentu było wiadomo, że próba ponownego wprowadzenia “aborcji na życzenie” lub “aborcji ze względów społecznych” napotka na barierę konstytucyjną. Dlatego nawet jeśli ktoś obiecywał swojemu elektoratowi “obalenie ustawy antyaborcyjnej”, czynił to wyłącznie demagogicznie, bez realnych szans na wykonanie tej obietnicy w porządku konstytucji RP z roku 1997. Trzeba to widzieć jasno: wszelka próba „wahnięcia wahadła” przeciw obecnemu stanowi ochrony życia jest od roku 1997 blokowana przez Konstytucję.

Jednak mniej więcej od tego czasu zaczęło się mówić o “kompromisie w sprawie przerywania ciąży”, tak jakby aktualny stan prawny ochrony życia wynikał z jakiegoś porozumienia narodowego, a nie ze zmagania społecznego. Słowo “kompromis” padało odtąd zawsze wtedy gdy na horyzoncie pojawiała się szansa wzmocnienia i rozszerzenia ochrony życia nienarodzonych. Jednak takiego kompromisu nikt nigdy nie zawierał – chyba że kompromisem nazwiemy próby pacyfikowania ruchu pro life przez niektóre autorytety znane z życia kościelnego (byłby to zatem “kompromis” zawierany przez niektórych katolików z ich sumieniem).”

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z roku 1997

Wróćmy do wydarzeń roku 1997. Już 28 maja Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nowelizacja ustawy jest niezgodna zarówno z prowizorycznie obowiązującą od 1992 tzw. “Małą Konstytucją”, ponieważ “legalizuje przerwanie ciąży bez dostatecznego usprawiedliwienia koniecznością ochrony innej wartości, prawa lub wolności konstytucyjnej oraz posługuje się nieokreślonymi kryteriami tej legalizacji, naruszając w ten sposób gwarancje konstytucyjne dla życia ludzkiego”. Trybunał Konstytucyjny uznał także, że nowelizacja narusza z art. 38 nowej Konstytucji. Jak wyraził się wówczas Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla faktycznie dopuszczona przez nowelizację aborcja na życzenie “wchodzi w kolizję z zasadą demokratycznego państwa prawnego”.

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego miało jednoznaczny charakter i było odebrane jako – co do zasady – podważające zgodność aborcji z polską Konstytucją. Jednak – z powodu sposobu działania Trybunału, który rozpatruje tylko wnioski podważające konstytucyjność określonych zapisów – trzy pierwsze przesłanki do wykonywania aborcji zostały w roku 1997 utrzymane.

Można zatem powiedzieć, że przez dwadzieścia trzy lata polskiej klasie politycznej udawało się unikać sytuacji, w której ktoś zgłosiłby kolejną przesłankę aborcyjną z ustawy do rozpatrzenia w Trybunale. Odpowiedzialność za tę sytuację obciąża także rządy prawicowe Trzeciej Rzeczpospolitej, również te które, który rządziły naszym krajem w latach 2005-2007 i rządzą nim obecnie. Rozmaite obywatelskie inicjatywy mające na celu poprawę sytuacji osób w prenatalnej fazie życia, albo nie były podejmowane przez większość parlamentarną, albo jak w przypadku obywatelskich projektów ustaw “Stop Aborcji” z 2016 roku i “Zatrzymajmy Aborcję” z roku 2017 były przez nią odrzucane.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z roku 2020

Jednak jesienią 2019 roku aż 119 posłów podpisało się pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, by zbadał konstytucyjność tzw. przesłanki eugenicznej, czyli tej która mówiła, że aborcji można dokonać na dziecku, co do którego istnieje podejrzenie poważnego upośledzenia. W większości dotyczyło to dzieci z podejrzeniem zespołu Downa, zespołu Turnera czy np. hermafrodytyzmu. Żadna z tych nieprawidłowości nie może być kwalifikowana jako uniemożliwiająca osiągnięcie “dobrej jakości życia” nawet według kryteriów etycznego utylitaryzmu, który dziś zdominował dyskusję o zabijaniu nienarodzonych. Dodatkowe niepokoje budził stosunkowo wysoki odsetek badań potwierdzających wady u dzieci, które ostatecznie rodziły się zdrowe. Posłów wspierała szeroka koalicja organizacji obywatelskich, prawników i mediów.

Podsumowanie

Warto powtórzyć, od lat dochodziło do coraz słabszego wykonywania podstawowych intencji ustawy z roku 1993. W roku 2002 wykonano w Polsce tylko 159 legalnych aborcji, a w roku 2015 było to już 1040 i liczba ta każdego roku rosła. W praktyce zatem zasada z art. 38 polskiej konstytucji od lat w Polsce była realizowana w coraz mniejszym zakresie. Trudno sądzić by ktokolwiek mógł spodziewać się, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego z roku 2020 może brzmieć inaczej i to niezależnie od osobistych poglądów składu sędziowskiego. By zmienić prawo o ochronie życia trzeba by w Polsce zmienić Konstytucję lub dokonać świadomego zerwania z dotychczasowym dorobkiem prawnym i konstytucyjnym.

Sposób w jaki nagłośniono protesty przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z jesieni 2020 roku, a także de facto przeciwko ustawie o ochronie życia z roku 1993 mógł sprawiać wrażenie, że wyrok ten nie miał w Polsce obrońców i że był on jedynie narzędziem opresji władz wobec obywateli. To nie jest prawda, aktywność obrońców życia po prostu nie może liczyć na wsparcie masowych mediów głównego nurtu. A przecież marsze życia gromadzą w naszym kraju każdego roku między 400 a 600 tysięcy osób.

Co zatem dalej z ustawą o ochronie życia? Jej skuteczność została na dziś w znacznym stopniu została przywrócona. Według opublikowanych danych, w roku 2021 dokonano legalnie 107 uśmierceń dzieci. W kolejnych latach czeka zarówno polskie państwo jak i środowiska pro-life konieczność obrony tego sukcesu, którego beneficjentami są przede wszystkim najsłabsi, czyli nienarodzone osoby.