Nareszcie! W USA dyscyplinują media społecznościowe

Era nieskrępowanej działalności głównych mediów społecznościowych – nie tylko w USA – dobiega końca. Mnożą się procesy sądowe przeciwko technologicznym gigantom, ale i zakazy na poziomie federalnym i stanowym. Mark Zuckerberg musi się tłumaczyć z badań pokazujących toksyczny wpływ Instagrama na zdrowie psychiczne nastolatków, TikTok nie ma prawa istnieć w służbowych telefonach urzędników państwowych, mnożą się afery z wyciekiem danych, a okręgi szkolne składają swoje pozwy, np. w związku prowokowaniem u dzieci anoreksji. Nakładająca się na te trendy fatalna koniunktura ekonomiczna – 3,9 miliarda dolarów strat wartości rynkowej w Big Tech w ubiegłym roku 2022 zwiastuje naprawdę nową erę – miejmy nadzieję – mądrze ucywilizowanego Internetu. Jak wyglądać będą media społecznościowe przyszłości?

Miarka chyba właśnie się przebrała. Był czas, kiedy różne podmioty i społeczeństwo w USA oglądały się na Unię Europejską, licząc, że to ona wytyczy ścieżki w zakresie zdyscyplinowania głównych mediów społecznościowych (chodzi np. o The 2022 Code of Practice on Disinformation). Problem bowiem leży w tym, że to właśnie w USA, a konkretnie w Kalifornii znajdują się siedziby Meta Platforms, Inc. (Facebook, Instagram, Messenger, WhatsApp), Twitter Inc, Alphabet Inc. (YouTube, Android, Google), Snap Inc (Snapchat).  I tylko TikTok pochodzi z Chin (Bejing ByteDance Technology Co Ltd.). Giganci na swoich stronach chwalą się łączeniem ludzi, komunikacją, bezpieczeństwem, wyrażaniem siebie, rozrywką, inspirowaniem, wymianą – jako głównymi celami. Gdzieś obok świetnie zaprojektowanych, kolorowych stron i ikonek znajdują się komunikaty z tytułem „biznes”, lub „dla inwestorów” – a tam mowa już o akcjach, sprawozdaniach finansowych, regulacjach prawnych i opłatach za reklamę itd. Wszystkie media społecznościowe są bowiem świetnie prosperującymi firmami, które korzystają z naszej świadomości, dokładnej znajomości naszych preferencji, poglądów, standardów, wyborów zakupowych i chętnie tę wiedzę wykorzystują, aby na niej, krótko mówiąc zarobić. Jedną z największych trosk reklamodawców, jest zawsze to, jak trafić z przekazem reklamowym o danym produkcie do właściwej, w miarę zainteresowanej ofertą osoby. Tu ten problem odpada. Algorytmy sprawnie go rozwiązują. Chodzi jednak także o coś więcej. Zaawansowane technologicznie algorytmy mają także moc wpływać na nasze poglądy, odpowiednio sterując naszą uwagą.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Grozi nam totalna inwigilacja? Niebezpieczna ustawa w Sejmie

Era dzikiego Internetu dobiega końca

Mechanizmy regulujące media społecznościowe oraz świadomość odbiorców o możliwych zagrożeniach są wciąż w powijakach. Żyjemy wciąż w erze dzikiego Internetu. Na szczęście ta era powoli zaczyna być cywilizowana. Jak donosi the Guardian w prawie większości stanów USA wprowadzono obostrzenia dotyczące sposobów moderowania treści przez internetowych gigantów. Politico wymienia, że 34 stany wprowadziły ponad 100 ustaw dotyczących cenzury i tzw. mowy nienawiści, w tym newralgiczny stan Kalifornia. Po podpisaniu odnośnej ustawy, zabrał głos także sam Gavin Newsom, gubernator Kalifornii, który publicznie domagał się przejrzystości. Firmy technologiczne będą musiały składać półroczne raporty do prokuratora generalnego tego stanu. Toczą się także cztery głośne procesy sądowe, dotyczące dyskryminacji konserwatywnych podmiotów, czy nawet wpływu na terroryzm (np. Gonzalez przeciwko Google i Twitter przeciwko Taamneh, gdzie chodzi o rozpowszechnienie treści Państwa Islamskiego). Pamiętajmy, że Meta, Twitter i Google YouTube zablokowały konto Donalda Trumpa za posty niezgodne z ich wewnętrzną polityką, rzekomo podżegające do przemocy. Zablokowanie konta, to brak możliwości zbierania funduszy, a Big Tech rozpatrywał i rozpatrywał odwołania… Ostatnio Meta wydało decyzję o przywróceniu konta Trumpa po tym, jak wcześniej zrobił to Twitter, ale ma on obowiązek umieszczania tu postów na 6 godzin wcześniej – podaje Politico. Jest to o tyle istotne, że – jak donosi anonimowy doradca Trumpa – w 2016 roku do jego zwycięstwa przyczyniła się głównie reklama na Facebooku. Na tym przykładzie jak na dłoni widać uzależnienie wielkiej polityki od wielkiego Big Techu.

Martwimy się o dzieci

Swoją cegiełkę do dyscyplinowania mediów społecznościowych dokłada też amerykański system edukacji. Chodzi o to, jak media społecznościowe wpływają na stan psychiczny nastolatków.

„6 stycznia szkoły publiczne w Seattle i okręg szkolny Kent złożyły pozew przeciwko TikTokowi, Instagramowi , Facebookowi, YouTube i Snapchatowi, twierdząc, że promują ‘treści szkodliwe dla młodzieży, takie jak treści pro-anoreksyjne i dotyczące zaburzeń odżywiania’. W oświadczeniu szkoły publiczne w Seattle powiedziały: ‘Nie możemy ignorować potrzeb naszych uczniów w zakresie zdrowia psychicznego i roli, jaką odgrywają media społecznościowe’ ” – pisze the Guardian. Z podobnym pozwem szykuje się gubernator Utah, Spencer Cox. Frances Haugen. Analityk danych z Facebooka ujawnił wewnętrzny dokument z wynikami badań. Zgodnie z nimi, jeden na pięciu użytkowników Instagrama przyznał, że aplikacja pogorszyła jego stan psychiczny.  „40% amerykańskich nastolatków poczuło, że musi stworzyć idealny wizerunek, że są nieatrakcyjni i nie mają wystarczająco dużo pieniędzy” – podaje dalej the Guardian. Mark Zuckerberg i Pratiti RayChoudhury – szef działu badań w Meta oczywiście zaprzeczyli oskarżeniom o toksyczność Instagrama.

TikTok,  Douyin i chińskie oczy i uszy

Przedmiotem troski amerykańskich ustawodawców jest także obawa, że Chiny używają TikToka do infiltracji telefonów komórkowych amerykańskich użytkowników (głos dyrektora FBI Christophera Wraya). Sankcje objęły więc w pierwszym rzędzie urządzenia urzędników państwowych. Rząd federalny zalecił usunięcie TikToka z wszelkich urządzeń rządowych. 20 stanów poszło tym samym tropem.

Miała także miejsce afera z wyciekiem danych z TikToka. Republikański senator Florydy Marco Rubio domaga się mocniejszych obostrzeń, aby potentat technologiczny nie mógł zbierać danych na temat młodego amerykańskiego pokolenia. Odkodowując te wypowiedzi i mówiąc bardziej wprost, chodzi o zarzut szpiegowania i starcie dwóch mocarstw, które prowadzą ze sobą od lat nie tylko ostrą rywalizację ekonomiczną, ale i polityczną. Przypomnijmy – dyrektor generalny TikToka to Shou Chew, chiński odpowiednik TikToka to Douyin (ukrywa się nawet pod tą samą ikonką). „Czas na dobre zakazać kontrolowanego przez Pekin TikToka” – mówi Marco Rubio, który apelował w tej sprawie do prezydenta Bidena. Monitoruje też aktywność Meta, zwłaszcza koneksje  z inwestorami dużego ryzyka – z Rosji i Chin – o czym pisał Bloomberg. Jeszcze w 2020 roku historię TikToka prześwietliło BBC.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Agenda ONZ, równość płci i ekologizm na ŚDM? Dramatyczny list polskich rodziców do biskupów Lizbony

Zdaniem Marco Rubio, Pekin specjalnie grzeje określone tematy przy pomocy (tu metafora) specjalnego guzika, który sprawia, że określone tematy mają stać się bardziej popularne niż inne – i tu powołał się na śledztwo magazynu Forbes. Tego typu obawy nie są bezpodstawne. Informacja to zawsze jakiegoś rodzaju władza.

Robi się jeszcze bardziej gorąco

Tak dużej presji na media społecznościowe chyba nigdy nie było. Nie tylko Mark Zuckerberg musi tłumaczyć się na lewo i prawo. O aferach, negatywnych skutkach ubocznych i nowym prawie ukrócającym  dotychczas nieograniczony wpływ mediów społecznościowych piszą już prawie wszystkie liczące się media. Na przykład the Guardian, New York Post, Business Insidermagazyn Forbes, Bloomberg.

W Polsce o możliwym dostępie do danych użytkowników Facebooka przez Chiny ostrzegało m.in. TVP Info, ale sprawę zakazu TikToka w USA nagłaśniała np. Gazeta Wyborcza. Jak donosi z kolei New York Times – Apple, Amazon, Alphabet, Microsoft i Meta straciły łącznie 3,9 miliarda dolarów wartości rynkowej w ubiegłym roku, co stanowi najgorszy rok dla branży Big Tech od kryzysu w 2008 roku. Giganci wręcz uwalniają swoje oszczędności i tną koszty. Firmy te ogłosiły plany zwolnienia ponad 10 tysięcy pracowników. Mark Zuckerberg nazwał rok 2023 wręcz „rokiem wydajności”. Nałożenie się dwóch trendów – presji w dziedzinie prawa i obniżonych wskaźników ekonomicznych może się okazać dla mediów społecznościowych naprawdę bolesne. To koniec pewnej epoki.