Historyk IPN: Kard. Wojtyła reagował prawidłowo na przestępstwa pedofilii

„W moim przekonaniu zarówno film Gutowskiego, jak i książka Overbeeka nie przybliżają nas do prawdy. Badania jakie prowadzę nad tymi samymi źródłami, przynoszą całkiem odmienne wnioski. Mianowicie wynika z nich, że kard. Wojtyła reagował, i to szybko, kiedy tylko otrzymał informację o nadużyciach ze strony kapłanów” – mówi w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną dr hab. Łucja Marek z krakowskiego IPN.

Rozmowę dla KAI przeprowadził Marcin Przeciszewski. Dotyczy ona zarzutów o rzekome krycie nadużyć seksualnych przez kard. Karola Wojtyłę w czasie, gdy pełnił on funkcję metropolity krakowskiego. Dr Łucja Marek jednoznacznie stwierdza, że zarówno reportażu filmowego „Franciszkańska 3”, jak i książki „Maxima culpa. Jan Paweł II wiedział”, nie można nazwać wiarygodnymi.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Manipulują, żeby uderzyć w Jana Pawła II. Co powiedział papież Franciszek?

„Nie są to dzieła, których autorzy starają się obiektywnie przeanalizować i ocenić materiały źródłowe, do których mieli dostęp. Nie badają ich w krytycznym spojrzeniu, uwzględniając specyfikę tych źródeł oraz konfrontując je z innymi materiałami, chociażby szerzej ze źródłami tej samej proweniencji, czyli innymi dokumentami wytworzonymi przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa” – podkreśla historyk.

Jak dodaje, badania przeprowadzone przez Marcina Gutowskiego i Ekke Overbeeka nie są zgodne z warsztatem badań historycznych, ani też z rzetelnym warsztatem dziennikarskim. Obie prace postrzega zaś jako interpretację i ahistoryczną ocenę źródeł dawnych UB i SB znajdujących się dziś w zasobie Instytutu Pamięci Narodowej.

Swoją opinię dr Łucja Marek popiera konkretnym przykładem ks. Józefa Loranca, który był księdzem archidiecezji krakowskiej. Kard. Wojtyła dowiedział się o niegodnym zachowaniu kapłana 2 marca 1970 r. Polegało ono na lubieżnym traktowaniu dziewczynek przychodzących na lekcje religii do kaplicy w Mutnem. Dwa dni wcześniej, 28 lutego, informacja ta dotarła do bezpośredniego zwierzchnika ks. Loranca, proboszcza parafii Jeleśna ks. Feliksa Jury, na terenie której pracował. Do proboszcza przyszły matki wraz z dziewczynkami i zawiadomiły go o zachowaniu księdza.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Historyk podkreśla, że proboszcz nie lekceważył doniesienia ze strony matek i na osobności rozmawiał z dziewczynkami. Na tej podstawie doszedł do wniosku, że to, co mówiły matki, jest prawdą. Wezwał i rozmawiał też z ks. Lorancem, który w obecności matek przyznał się i wyraził skruchę.

„Następnego dnia ks. Jura jedzie do dziekana, rozmawia z nim i najszybciej jak to możliwe, umawia się na rozmowy w krakowskiej kurii. A skoro 1 marca to niedziela, przyjeżdża tam w poniedziałek 2 marca. W kurii ma stawić się także ks. Loranc. Widzimy tu sekwencję natychmiastowych działań” – podkreśla badacz IPN.

Źródło: KAI