Superpaństwo? A może huczny upadek? Co czeka Unię Europejską?

W drugiej z cyklu debat Forum Chrzanowskiego (18 maja) paneliści pochylali się nad bilansem polskiego członkostwa w UE. Zastanawiali się także nad przyszłością tej organizacji w 20 lat od referendum, w którym Polacy zagłosowali za przystąpieniem do niej.

Zorganizowaną w Centrum Edukacyjnym Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej dyskusję otworzył dyrektor IDMN historyk prof. Jan Żaryn. Przypominając o chrześcijańskich korzeniach zjednoczonej Europy (Schuman, de Gasperi i Adenauer byli chrześcijanami zaangażowanymi w ruch chadecki), wskazał on na zapomnianego dziś orędownika tej idei, jakim był papież Pius XII i symboliczny wymiar podpisania pierwszych traktatów w Rzymie.

Jednoczenie się państw Europy Zachodniej stanowić też miało przeciwwagę dla silnych (zwłaszcza we Francji i Włoszech) ruchów komunistycznych. Doświadczenia choćby republikańskiej Hiszpanii pokazały bowiem, że bolszewizm, nawet triumfujący w sposób demokratyczny, szybko pokazuje swoje prawdziwe oblicze, rozpętując choćby prześladowania wobec wspólnoty Kościoła: wierzących i duchowieństwa.

B. Kiernicki: “III Rzesza też chciała zjednoczonej Europy”

Po prof. Żarynie głos zabrał Bogusław Kiernicki, prezes Wydawnictwa Dębogóra, którego nakładem wyszła biografia Wiesława Chrzanowskiego, “duchowego patrona” organizowanych w CE IDMN debat. Kiernicki w krótkim wystąpieniu przypomniał o wizji zjednoczonej Europy, jaką więzionemu w czasach stalinizmu Chrzanowskiemu przedstawił nazistowski zbrodniarz, gen. SS Richard Hildenbrandt. W wyobrażeniu tego Niemca to III Rzesza stanąć miała na czele zjednoczonych ludów europejskich jako wykonawca koncepcji Mitteleuropy.

CZYTAJ TAKŻE: Niemcy odbudowują imperium? Prof. Kucharczyk ujawnia plany naszych zachodnich sąsiadów

Bogusław Kiernicki przypomniał także, iż założone przez prof. Chrzanowskiego (umiarkowanego zwolennika integracji) Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe było pierwszą polską partią polityczną stawiającą w dyskursie publicznym pytania o przyszłą suwerenność Polski i nadrzędność jej prawa w kontekście przystąpienia do UE (wówczas jeszcze znanej jako Wspólnoty Europejskie).

I. Janke: “Nie ma powodów do POLEXIT-u”

Jako pierwszy z właściwych panelistów głos zabrał red. Igor Janke, dziennikarz i prezes Instytutu Wolności. W jego opinii bilans polskiego członkostwa w UE uznać należy za pozytywny, zaś za największą jego korzyść – udział we wspólnym wolnym rynku. Janke przypomniał także o niebagatelnym wpływie funduszy unijnych na rozwój polskiej infrastruktury.

Dziennikarz podkreślił jednocześnie, że choć obecnie nie widzi powodów do POLEXIT-u, to nie możemy popełniać błędu postrzegania UE w kategoriach “ojczyzny”. Unia jest bowiem organizacją, z której wyjście może kiedyś okazać się korzystne i która sama również może się rozpaść. Panelista, zachowując umiarkowany euroentuzjazm, przyznał przy tym, że nie wszystkie forsowane w UE regulacje – jak choćby te dotyczące branży transportowej – są dla naszego interesu narodowego korzystne.

T. Grosse: “Unia to zaprzeczenie demokracji”

Po Igorze Janke swoje tezy przedstawił politolog i socjolog prof. Tomasz Grosse, autor głośnego raportu podsumowującego bilans zysków i strat polskiego uczestnictwa w UE. Wśród narastających we wspólnocie problemów wymienił on postępującą samowolę unijnych instytucji, a także ich nasilającą się centralizację i sankcyjność. Wykraczanie wspólnotowych organów poza nadane traktatami prerogatywy skutkuje zdaniem Grossego coraz silniejszym eurosceptycyzmem części polskiego społeczeństwa.

Podobny sprzeciw wielu grup wywołuje narastająca francusko-niemiecka dominacja w przewodzeniu wspólnocie. Jak zauważył prelegent, współczesna, zarządzana autorytarnie Unia staje się zaprzeczeniem pewnego wolnościowego, demokratycznego wyobrażenia, jakie towarzyszyło Polakom w momencie akcesji. Jednocześnie, w opinii profesora, nasz kraj wykazywał dotąd pasywność wobec niemiecko-francuskiego tandemu, nie będąc w stanie sformułować alternatywnej propozycji dla funkcjonowania europejskiej wspólnoty i jej zorientowanych na Berlin elit.

Osobnym znaczącym problemem jest nasilający się lewicowy przechył ideologiczny unijnych instytucji. Skutkuje on rosnącym brakiem poszanowania dla konserwatywnej wrażliwości i sprzecznych z dominującym paradygmatem tradycji narodowych.

CZYTAJ TAKŻE: Kolejne naruszenie polskiej suwerenności – Unia Europejska zabiera się za nasze lasy!

M. Piłka: “Budujmy alternatywne sojusze”

Jako ostatni z prelegentów głos zabrał polityk i publicysta, Marian Piłka. Wskazał on, iż wybuchła na Ukrainie wojna stanowi jeden z punktów zwrotnych, które przyczyniają się do destrukcji istniejącego światowego ładu. Nadchodząca zmiana w opinii Piłki oznacza dla Polski kres możliwości korzystania na członkostwie w UE, które w dalszej perspektywie staje się zagrożeniem dla naszych interesów, a nawet suwerenności. Przykładem takiego niekorzystnego rozwoju sytuacji jest zaś m.in. polityka klimatyczna Unii.

Dyskutant wskazał również, iż Niemcy zakładają utrzymanie dotychczasowej współpracy z Rosją po zakończeniu bądź zamrożeniu działań zbrojnych na Ukrainie. Nasz zachodni sąsiad jednocześnie dążyć będzie do coraz głębszego podporządkowania sobie państw członkowskich UE i forsowania rozwiązań korzystnych dla własnych interesów.

Alternatywą dla takiego biegu zdarzeń może być zdaniem Piłki rozwój siły militarnej naszego kraju, a także budowa sojuszu opartego o państwa regionu (żyjące w poczuciu zagrożenia ze strony Rosji) oraz Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i, być może, Turcję.

Polityk podkreślił jednocześnie, że bilans polskiego członkostwa w UE nie jest jednoznacznie negatywny, a dostęp do wspólnego europejskiego rynku przyczynił się do rozwoju naszej ojczyzny. Przyznał także, że nasz kraj w obecnej chwili nie jest gotowy na POLEXIT.

Nie ma chętnych na bilateralne sojusze z Polską

W dalszej części debaty paneliści przeszli do polemiki względem tez swoich współdyskutantów. W odpowiedzi na argumenty Mariana Piłki Igor Janke wskazał, że wyjście z Unii Europejskiej przyniosłoby Polsce znaczące osłabienie gospodarcze. Zauważył też, że w regionie nie ma w tej chwili państw gotowych na rozwijanie sojuszy bilateralnych z naszym krajem kosztem integracji ze wspólnotą europejską.

Odnosząc się do uwag o polskiej pasywności w kształtowaniu UE i prorosyjskiego nastawienia Niemiec, Janke wskazał, że obie tendencje po 24 lutego ub.r. tracą na sile. Publicysta przypomniał także, że widoczna lewicowa ideologizacja życia publicznego jest zjawiskiem znacznie szerszym, niż tylko europejskim. Podobnym przemianom społecznym ulegają bowiem również np. Stany Zjednoczone.

Polska stanie przed dylematem

W odpowiedzi na te argumenty prof. Tomasz Grosse zauważył, że wspomniana ideologizacja przekłada się na funkcjonowanie unijnych instytucji i realizowaną przez nie politykę sankcyjną. Jako przykład podał tu sytuację Węgier, których środki blokowane są z uwagi na przeprowadzoną w tym kraju reformę systemu edukacji.

Zdaniem Grossego Unia Europejska w swoim obecnym kształcie tkwić będzie coraz głębiej w strategicznej niemożności. Coraz mocniej uwypuklać się będzie także niekompetencja jej elit. Jako zaś, że sensem uczestnictwa w organizacjach międzynarodowych jest korzyść dla państw członkowskich, Polska stanie przed dylematem: POLEXIT czy propozycja i próba przebudowy UE od środka.

Naukowiec zauważył przy tym, że obecnie większość polskiego społeczeństwa popiera nasze członkostwo w Unii Europejskiej, a polscy przedsiębiorcy dobrze poruszają się po europejskim wspólnym rynku, czerpiąc z niego korzyści.

CZYTAJ TAKŻE: UE atakuje polskie dzieci? Rozmowa J. Pospieszalskiego i M. Wójcika

Czy cywilizacja łacińska upadnie?

Marian Piłka z kolei we wspomnianej ideologizacji życia publicznego dostrzega jeden z symptomów upadku cywilizacji łacińskiej. Kolejnymi takimi symptomami są postępujący kryzys demograficzny i upadek znaczenia Europy w światowym układzie geopolitycznym.

Zdaniem Piłki również możliwości oddziaływania Polski na UE i wewnątrz niej będą spadać. Wpływ taki jest bowiem uniemożliwiany chociażby przez Traktat Lizboński. Prawo weta zyskują na jego mocy państwa dysponujące potencjałem 35% obywateli Unii, przy czym próg ten niemalże wypełnia sam sojusz Francji i Niemiec, dysponujący 34%.

Kto ponosi winę w sporze Polska-UE?

Marek Jurek wtrącił w tym miejscu uwagę, wyrażając zdziwienie, iż stronnictwa określające się jako demokratyczne identyfikują się jednocześnie jako prounijne. UE w swoim obecnym kształcie jest bowiem jego zdaniem tworem zarządzanym i zarządzającym w sposób całkowicie niedemokratyczny. W dalszym toku dyskusji Jurek zwrócił jeszcze uwagę na kuriozalny model wielopartyjny Europarlamentu, gdzie siłom eurosceptycznym odmawia się statusu należnego opozycji, traktując je jako “wywrotowe”.

Następnie, jako prowadzący debatę, b. Marszałek Sejmu spytał dyskutantów o ich opinię nt. strony winnej w sporze Polski z UE. Marian Piłka, przypominając iż problematyczna zdaniem UE kwestia praworządności nie jest przedmiotem zapisów traktatów, jako winnego wskazał Unię Europejską.

Igor Janke wskazał tu na rządzące UE elity, które pragną zmiany politycznej w Polsce. Przypomniał jednocześnie, iż Polska po 20 latach w Unii jest krajem silniejszym niż w momencie akcesji; silniejsza jest również jej pozycja negocjacyjna względem Niemiec i innych państw. Zdaniem Jankego rola Polski jako podwykonawcy Niemiec była mimo wszystko dla naszego państwa korzystna, generując rosnącą wymianę handlową i rozwój kraju.

Prof. Grosse w odpowiedzi na pytanie o winnego w sporze Polska-UE wskazał na niekonsekwencję polskich władz w polityce realizowanej w odniesieniu do Unii Europejskiej. Podejście opozycji do tej kwestii ma być zaś uwarunkowane jedynie doraźnym interesem politycznym.

Wykładowca zauważył przy tym, iż w UE dochodzi obecnie do łamania zasad traktatowych na skalę wcześniej nieznaną. Przykładem może być wymuszenie na Grecji przyjęcia (wbrew wynikom krajowego referendum) planu naprawczego w obliczu zadłużenia tego kraju. Grecja, zdaniem Grossego, została potraktowana wówczas przez Berlin i elity UE jako kraj typowo kolonialny.

Czy Polska może być równoprawnym partnerem USA?

W kolejnym etapie debaty przyszedł czas na pytania i uwagi ze strony audytorium. Odnosząc się do realiów trwającej na Ukrainie wojny jeden ze słuchaczy stwierdził, iż złudzeniem jest możliwość zawiązania partnerskiego sojuszu pomiędzy Polską i państwami regionu a USA, z pominięciem krajów Europy Zachodniej. Wskazał przy tym, że najważniejsze ustalenia dot. np. kolejnych wprowadzanych przeciw Rosji sankcji podejmowane są na linii: Waszyngton-Londyn-Paryż-Berlin, z pominięciem Warszawy.

Jego zdaniem Polska wśród sojuszników USA nie cieszy się żadnym szczególnym statusem, a walka z Rosją jest dla Stanów Zjednoczonych istotna przede wszystkim jako powstrzymywanie sojusznika Chin. Ten sam słuchacz zauważył, iż wsparcie niesione przez UE Ukrainie stało się pretekstem do pierwszej w historii tej organizacji federalizacji budżetu.

CZYTAJ TAKŻE: Sojusz Putina i liberałów przeciwko polityce życia

Czy dyrektywa CSRD zabije polskie firmy?

Jako drugi z sali głos zabrał dziennikarz Łukasz Warzecha. Jako niegdysiejszy euroentuzjasta zauważył on, że bilans zysków i strat z obecności Polski w UE zmienia się w czasie podobnie jak i samo nastawienie naszych rodaków do tej organizacji i są to zmiany w kierunku negatywnym.

Warzecha wskazał tu na przykład jednego z najnowszych zagrożeń dla polskich przedsiębiorców, kryjącego się za dyrektywą CSRD. Zobowiąże ona firmy do składania szczegółowych (ponad 1100 pozycji) raportów dot. zrównoważonego rozwoju. Prócz kryteriów związanych bezpośrednio z polityką klimatyczną (jak ślad węglowy czy zużycie wody) uwzględniać mają one również takie kwestie, jak np. polityka równościowa. Roczny koszt przygotowania takich raportów może wynieść polskich przedsiębiorców nawet ok. 8 mld zł. Od ich składania może być przy tym uzależniona możliwość uzyskania kredytowania firm.

Zdaniem Warzechy przykład ten pokazuje, że polskie członkostwo w UE przestaje być pozytywem również dla korzystających dotąd ze wspólnego rynku przedsiębiorców, a realizowane przez Unię projekty i regulacje nabierają charakteru czysto ideologicznego. Jednocześnie dziennikarz zauważa, że budowanie przez Polskę sojuszy poza UE jest w tej chwili niemożliwe, zaś jedyny – jego zdaniem – polityk zdolny do sformułowania propozycji nowego kształtu wspólnoty – Viktor Orban – stał się obiektem ostracyzmu z uwagi na swój stosunek do wojny na Ukrainie.

Negocjacyjne dyletanctwo?

Kolejny ze słuchaczy stwierdził w swej wypowiedzi, że toczone przez Polskę negocjacje prowadzone były (w procesie akcesyjnym) i są w sposób niekompetentny. Przykładem tego mają być złe wynegocjowane warunki dla polskiego rolnictwa, wskutek których, według wyliczeń mówiącego, straciliśmy ok. 46 mld euro (przy propagandzie mówiącej o 58 mld euro dofinansowania na rolnictwo ekologiczne). Całkowity bilans polskiego członkostwa w UE zamykać się ma zaś (wskutek transferów) blisko kwoty 500 mld euro na minusie.

Ten sam dyskutant przyznał jednak, że bez “bata” w postaci instytucji unijnych prawdopodobnie nie udałoby się przeprowadzić w Polsce wielu inwestycji modernizacyjnych i infrastrukturalnych, bądź przeprowadzanie ich trwałoby o wiele dłużej. Mówiący docenił także zalety płynące ze swobodnej wymiany ludności, czy to w ramach programu Erasmus, czy po prostu swobodnego osiedlania się ludzi w wybranym przez nich kraju (co jednak poskutkowało znacznym drenażem polskiego rynku pracy również w zakresie pracowników wysokowykształconych).

Czy Unia Europejska może się rozpaść?

W dalszej części debaty padło z sali kilka ogólniejszych, mniej rozbudowanych, lecz wciąż wartych przytoczenia uwag dotyczących różnych aspektów polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Jeden ze słuchaczy wskazał na przykład, że pozycja Europy względem USA czy Chin cały czas spada i powinniśmy przygotować nasz kraj nie tyle na POLEXIT, co na rozpad Unii Europejskiej jako takiej.

Inny z kolei postulował przejście Polski na model współpracy z UE realizowany przez takie kraje, jak Norwegia czy Szwajcaria. Jeszcze następny zauważył, że głosy eurosceptyczne stają się coraz lepiej słyszalne również w krajach Europy Zachodniej, np. w Szwecji, która jako jeden z krajów “panoszących się” w UE postrzega obok Niemiec i Francji również… Polskę.

Kolejny ze słuchaczy przypomniał kontekst historyczny, w jakim wchodziliśmy do wspólnoty. Rozczarowani licznymi skandalami (z aferą Rywina i Michnika na czele) oraz trawiącą kraj korupcją Polacy widzieć mieli w UE jedyną nadzieję na wydobycie kraju z zapaści w sferze nie tylko gospodarki, ale też kultury politycznej. Nawet jeśli wiązać się to miało z tzw. “miękką okupacją” ze strony wspólnoty.

Z opinią tą pośrednią polemikę podjął Marek Jurek. Jego zdaniem nieuprawnione są stwierdzenia mówiące, jakobyśmy wchodzili do Unii “innej” niż obecnie istniejąca, a kierunek jej ewolucji dało się przewidzieć już w momencie akcesji. Przypomniał przy tym, że Robert Schumann postulował integrację europejską posuniętą jeszcze dalej, niż obecnie istniejąca. Miała być ona – prócz filaru politycznego – oparta także o filar militarny.

Cała nadzieja w Międzymorzu?

Gdy przyszedł czas na słowo końcowe panelistów, Marian Piłka, który zabrał głos jako pierwszy, przestrzegł przed idealizowaniem Unii Europejskiej. Jak każda organizacja międzynarodowa jest ona bowiem tworem sztucznym (w przeciwieństwie do narodu) i jak każdy twór sztuczny ulec może degradacji bądź rozwiązaniu.

Piłka podkreślił także, że Unia jest przede wszystkim narzędziem realizacji polityki imperialnej przez Niemcy. Przeciwwagą dla niemieckich (a także rosyjskich) zakusów imperialnych może być zaś jedynie realizacja idei Międzymorza, łączącej państwa “pasa” Europy Środkowej – od Skandynawii aż po Bałkany.

Prof. Tomasz Grosse zauważył tu ponownie, iż Niemcy są dla krajów regionu w dalszym ciągu znacznie atrakcyjniejszym partnerem gospodarczym i politycznym niż Polska. Błędem naszego kraju było niesformułowanie własnej, alternatywnej strategii funkcjonowania w UE i brak stawiania własnych diagnoz dot. krajowej suwerenności. Członkostwo w Unii zrodzić też miało – zdaniem Grossego – w części społeczeństwa i klasy politycznej pewien minimalizm i osłabienie patriotyzmu – w zamian za wspomnianą “miękką okupację” zgodzili się ona na tzw. “politykę ciepłej wody w kranie”.

Z potrzebą formułowania własnych, alternatywnych strategii zgodził się Igor Janke, podkreślając jednak, że w obecnych realiach geopolitycznych POLEXIT stanowiłby poważny błąd. Postulat Marian Piłki dotyczący sformowania alternatywnego sojuszu poza UE uznał on za nierealistyczny, nie przekreślając jednak potrzeby budowania regionalnego porozumienia, które stanowić by mogło przeciwwagę dla tandemu francusko-niemieckiego. Za naiwną uznał bowiem wyrażoną niegdyś przez Radka Sikorskiego politykę “płynięcia z prądem”.

Janke powtórzył przy tym, że jesteśmy krajem o silniejszej pozycji negocjacyjnej niż 20 lat temu, a nasza rola będzie w dalszym ciągu rosła. Naszą rolę regionalnego lidera dostrzegać zaczynają przy tym inne kraje Europy Środkowej, jak np. państwa bałtyckie. Szansą na skuteczną realizację polskich interesów może być też gra na rozbieżnościach, jakie w niektórych kwestiach istnieją między Francją a Niemcami.

***

Już za dwa miesiące w ramach cyklu Forum Chrzanowskiego w Centrum Edukacyjnym Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej przy ul. Andersa 20 w Warszawie odbędzie się kolejna debata, tym razem podsumowująca 30 lat obowiązywania konkordatu między Polską a Watykanem. Zachęcamy również do obejrzenia naszej relacji z poprzedniej debaty, poświęconej przyszłości Polski w kontekście wojny na Ukrainie: