[NASZ WYWIAD] Dziecko pasożytem w łonie matki?! Odpowiadamy Annie Orawiec

Ginekolog dr Anna Orawiec w debacie na temat aborcji, która miała miejsce na Kanale Zero, nazwała nienarodzone dziecko „pasożytem”. O komentarz do tej bulwersującej wypowiedzi poprosiliśmy lekarza i dominikanina o. Jacka Norkowskiego.

Jak Ojciec skomentuje wspomnianą wypowiedź zarówno z biologicznego, jak i moralnego punktu widzenia?

O. dr n.med. Jacek Maria Norkowski OP: Trudno się zgodzić z takim określeniem. Gdybyśmy tak rozumieli pasożytnictwo, to każdy rodzaj rozmnażania też byłby pasożytnictwem. Nawet złożenie odpowiedniej liczby jaj w przypadku ryb, żab czy innych stworzeń to też jest coś, co wprost nie przynosi korzyści organizmowi matki. Każdy rodzaj rozmnażania wymaga zatem wysiłku i niejako inwestycji. Robione jest to jednak w ramach gatunku, który chce przetrwać i z tego wynika to poświęcenie.

Podobnie jest w przypadku człowieka, ale to nie oznacza, że rozwój dziecka w obrębie matki możemy nazwać pasożytnictwem. Pasożytnictwo oznacza relację pomiędzy osobnikami różnych gatunków, a nie wysiłek prokreacyjny w obrębie jednego gatunku. To nieuprawnione rozciągnięcie tego pojęcia. Skądinąd wiem, że o swoim jedynym synku jako o pasożycie wypowiedziała się Brigitte Bardot. Mamy już zatem precedensy i to nie jest coś, co wymyśliły polskie aktywistki. Używają one tego lewicowego argumentu, aby usprawiedliwić swoją działalność, ale dopuszczają się w ten sposób dehumanizacji dziecka. To coś niezwykle okrutnego. Niewiarygodne, że ktoś potrafi tak nazwać własne dziecko czy jakiekolwiek inne dziecko w łonie matki.

https://www.facebook.com/events/1717038125371725

Czy to prawda, że z biologicznego punktu widzenia organizm dziecka nic nie daje matce w czasie ciąży?

To nie do końca prawda. Pamiętam sylwetkę mojej babci, która urodziła dziesięcioro dzieci oraz sylwetki dziewczyn z mojego dawnego duszpasterstwa z Lublina. Te, które urodziły po kilkoro dzieci, po kilkunastu latach wyglądały najmłodziej i najzgrabniej ze wszystkich. Dlaczego tak jest? Dzieje się tak między innymi dlatego, że komórki macierzyste przedostają się z organizmu dziecka do organizmu matki przez łożysko i go odmładzają, wręcz leczą. Tam, gdzie czegoś brakowało, osadzają się i zamieniają w komórki, które są tam potrzebne. W ten sposób organizm dziecka włącza się w regenerację organizmu matki jako wynagrodzenie za trud macierzyństwa.

Nie jest zatem tak, że dziecko nic nie daje organizmowi matki. Nie wspominając już o wymiarze psychologicznym, gdzie dziecko działa bardzo korzystnie na psychikę matki, spełniając jej powołanie do macierzyństwa. Oczywiście można temu zaprzeczać i mówić różne dziwne rzeczy, ale taka jest prawda.

https://pomagam.pl/afirmacjaextra

Pani Orawiec powiedziała też, że wykonanie aborcji do 12. tygodnia to procedura „bezpieczniejsza niż wyrywanie zębów mądrości”. Pomijając fakt, że chodzi o zabicie nienarodzonego dziecka, czy ten czyn naprawdę nie stwarza niebezpiecznych konsekwencji dla zdrowia matki?

Liczba komplikacji po dokonaniu aborcji była niegdyś znaczna. Dochodziło m.in. do licznych krwotoków, spowodowanych uszkodzeniem macicy. Nie mam przed sobą obecnych statystyk, które zresztą w wielu przypadkach są niewiarygodne. Na pewno jednak bym tak lekko tego nie powiedział.

Poza tym, oprócz skutków fizycznych, istnieją skutki psychiczne. Znaczny procent kobiet, które dokonały aborcji, cierpi wręcz na zaburzenia psychiczne. Jako duchowni spotykamy się przy spowiedzi z taką sytuacją, że dana kobieta nadal spowiada się z aborcji, mimo że ten grzech został jej już dawno odpuszczony. Poczucie winy jest jednak silniejsze i nadal wraca. To potężne zranienie i to nieprawda, że zabicie dziecka pozostaje bez echa, a matka jest potem zdrowa i szczęśliwa pod każdym względem. Mówienie o tym w sposób, w jaki zrobiła to pani Orawiec, to nieuczciwość i zakłamywanie rzeczywistości.

CZYTAJ TAKŻE: Piekło kobiet – jak aborcja zabija nie tylko dziecko, ale również… matkę

OGLĄDAJ TAKŻE: