Komu zależało na tym, by Benedykt XVI ustąpił? [NASZ WYWIAD]

Nie ma cienia wątpliwości, że na Benedykta XVI wywierano bardzo dużą presję, przede wszystkim medialną, na co wpływ miała również krytyka jego pontyfikatu formułowana przez kardynałów z Sankt Gallen. Nie wiem, czy naciskali bezpośrednio na papieża; jest jednak pewne, że poprzez swoje działania tworzyli trudną atmosferę, która mogła przyczynić się do zmęczenia Benedykta i w ten sposób, pośrednio, wpłynąć na decyzję o rezygnacji – mówi Paweł Chmielewski, autor książki “Pontyfikat kryzysu. Dlaczego ustąpił papież Benedykt XVI”.

Ustąpienie Benedykta XVI z posługi papieskiej było powodem, dla którego jego pontyfikat nazwał Pan pontyfikatem kryzysu. A może raczej to, co stało się po tej decyzji nazwać można kryzysem?

Kryzys w Kościele katolickim jest wielowymiarowy. Symbolicznie rozpoczyna go właśnie rezygnacja Benedykta XVI, bo takiej decyzji papieże nie podejmowali przez kilka wieków. Sposób życia, jaki wybrał po ustąpieniu Józef Ratzinger, tylko przyczynił się do pogłębienia chaosu. Ubieranie się w białe szaty i noszenie papieskiego imienia powodowało wśród wiernych ogromne zamieszanie. Być może łatwiej byłoby sobie z tym poradzić, gdyby nie specyfika pontyfikatu jego następcy.

Z roku na rok problem jest coraz większy ze względu na niezwykle kontrowersyjne decyzje podejmowane przez Franciszka. Ostatnie miesiące były pod tym względem szczególne; po raz pierwszy w historii Kościoła cały kontynent – Afryka – odrzucił dokument ogłoszony przez Watykan. Papież na to pozwolił, co pokazuje głębię podziałów, do których doprowadził pontyfikat Jorge Mario Bergoglia.

Te „kontrowersyjne decyzje Franciszka” opisuje Pan w książce “Pontyfikat kryzysu. Dlaczego ustąpił papież Benedykt XVI”. Czytamy w niej, że łatwiej byłoby się pogodzić z emeryturą Ratzingera, gdyby pontyfikat Franciszka był kontynuacją idei „partii soli ziemi”. I stawia Pan ryzykowną tezę, że Benedykt XVI mógł przewidzieć tok zdarzeń… W jaki sposób?

Benedykt XVI niewątpliwie wiedział, jakie są nastroje w Kolegium Kardynalskim, to znaczy: że wielkie szanse na zwycięstwo ma kandydat wspierany przez liberalnych kardynałów związanych z grupą z Sankt Gallen. W dyskusji wokół rezygnacji podnosi się, że w tej sytuacji mógł podjąć próbę wpłynięcia na kształt Kolegium, mianując jeszcze szereg bardziej konserwatywnych kardynałów. Z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że Józef Ratzinger nie spodziewał się, by jakikolwiek papież – nawet progresywny Argentyńczyk – mógł podejmować tak radykalne decyzje, jak to się dzisiaj dzieje. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej zaskakująca.

CZYTAJ TAKŻE: Abp Gänswein dla Afirmacji: “Nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI wciąż obowiązuje”

Kto namawiał papieża seniora do rezygnacji?

Za moment porozmawiamy o Franciszku, ale chciałabym kontynuować jeszcze wątek ustąpienia Benedykta XVI. W książce idzie Pan bowiem w swoich rozważaniach dalej i stawia pytanie, czy jego abdykacja była ważna. Była czy nie?

Rezygnację Benedykta XVI próbuje się podważać na różne sposoby. Dokładnie omawiam to w książce. W sumie żaden z nich nie jest jednak przekonujący, zatem można, jak sądzę, z dużą pewnością stwierdzić, że rezygnacja była ważna. Inny problem: czy była właściwa? Wydaje się, że nie, zwłaszcza dlatego, że Benedykt postanowił zaskoczyć cały Kościół. Nie przedyskutował swoich planów z kardynałami. To postawiło wszystkich pod ścianą i jest dziś przedmiotem krytyki nawet ze strony tak przychylnych Ratzingerowi duchownych jak kardynałowie Gerhard Müller czy Walter Brandmüller.

Większym problemem od ważności samej rezygnacji jest kwestia oceny ważności pontyfikatu Franciszka, choć i tu – jak się wydaje – nie ma dostatecznych przesłanek dla jej zanegowania. Dyskusja na ten temat jednak trwa i jest bardzo ożywiona, co również opisuję w książce.

Zapytam wprost. Czy na rezygnację papieża z Niemiec wpłynęła „mafia z Sankt Gallen”?

Ta tak zwana „mafia” to grupa liberalnych kardynałów, głównie z Europy, którzy spotykali się w szwajcarskim Sankt Gallen od połowy lat 90., zastanawiając się nad reformami Kościoła i szukając kandydata, którego mogliby poprzeć na kolejnym konklawe. Określenie „mafia” pochodzi od jednego z jej wpływowych członków, kard. Godfrieda Danneelsa z Belgii. Do grupy należeli oprócz niego także Niemcy, Austriacy, Francuzi czy Brytyjczycy; nieformalnym przewodniczącym był arcybiskup Mediolanu, kard. Carlo Maria Martini.

Wiemy, że krótko przed swoją śmiercią Martini spotkał się z Benedyktem XVI. Według spowiednika Martiniego, miał wówczas sugerować mu rezygnację. Czy tak było, tego nigdy się już nie dowiemy. Nie ma jednak cienia wątpliwości, że na Benedykta XVI wywierano bardzo dużą presję, przede wszystkim medialną, na co wpływ miała również krytyka jego pontyfikatu formułowana przez kardynałów z Sankt Gallen. Nie wiem, czy naciskali bezpośrednio na papieża; jest jednak pewne, że poprzez swoje działania tworzyli trudną atmosferę, która mogła przyczynić się do zmęczenia Benedykta i w ten sposób, pośrednio, wpłynąć na decyzję o rezygnacji.

CZYTAJ TAKŻE: Abp Gänswein: Benedykta XVI niepokoił kierunek tzw. niemieckiej drogi synodalnej

Dwa problemy Franciszka

Lektura Pana książki przynosi mocną, popartą wieloma przykładami, krytykę pontyfikatu papieża Franciszka. Nie jest Pan i pierwszy i ostatni, ale co Pana zdaniem jest największą słabością tego pontyfikatu? A może odważę się zapytać o największy grzech tego pontyfikatu…

Nie chcę wypowiadać się na temat grzechów. W mojej ocenie z pontyfikatem Franciszka są dwa największe problemy. Pierwszym jest relatywizm religijny. Papież w swoich wystąpieniach regularnie przedstawia chrześcijaństwo jako jedną z wielkich światowych tradycji religijnych, co sugeruje obraz pokojowej koegzystencji wielu równoprawnych „ścieżek do Boga”. Nie jest to obraz chrześcijański. Tymczasem w 2019 roku Franciszek ogłosił razem z wpływowym islamskim uczonym z Egiptu słynną „Deklarację z Abu Zabi”, gdzie mówi się nawet, że sam Bóg chce istnienia różnych religii. Dokument nigdy nie został wycofany. Jest to źródłem skandalu i poważnym powodem do niepokoju dla wiernych.

Drugi problem to doktryna moralna. Od 2016 roku Franciszek prezentuje takie ujęcie problemów związanych z małżeństwem i seksualnością, jakie nie koresponduje z nauczaniem jego poprzedników. Jak dotąd szczytem było ogłoszenie deklaracji „Fiducia supplicans” w grudniu 2023 roku o błogosławieniu par LGBT, rzecz absolutnie nie do pomyślenia w całej historii Kościoła.

W takim razie pozostajemy z trudnym zagadnieniem, wymagającym pilnej odpowiedzi. Kto dziś wskazuje nam istotę wiary chrześcijańskiej?

Jeżeli mielibyśmy ograniczyć się do naszych czasów, to liczne dzieła Benedykta XVI mogą być dla współczesnych ludzi wielką pomocą. Kościół pozostaje wyposażony w Katechizm sporządzony za pontyfikatu św. Jana Pawła II; jego treść jest pewna i dobra. Każdy rozsądny chrześcijanin, jak sądzę, może czerpać z nieprzebranego skarbca przeszłości, uważając, by wsłuchując się w głos Franciszka albo niektórych biskupów, również polskich, nie pomylić politycznej ideologii inkluzywizmu z treścią Ewangelii. Nie zawsze jest to łatwe, ale na pewno wykonalne, choćby z pomocą Józefa Ratzingera.

OGLĄDAJ TAKŻE: