Sugestie zamiast faktów. Karol Wojtyła wobec księdza-pedofila

Przyjrzyjmy się przypadkom księży uprawiających drapieżnictwo seksualne i temu w jaki sposób postępował wobec nich kard. Karol Wojtyła. Oczywiście chodzi o te przypadki, które stały się podstawą do oskarżenia arcybiskupa krakowskiego, a potem papieża, o tuszowanie tego rodzaju przestępstw.

To drugi tekst cyklu dot. oskarżeń wobec Karola Wojtyły. Pierwszy tekst możecie Państwo przeczytać tutaj: Daleko od prawdy. Jak przeprowadzono atak na Jana Pawła II?

Gutowski i Overbeek – pierwszy w reportażu, a drugi w książce – omawiają m. in. przypadek ks. Józefa Loranca. Posługując się niedomówieniami sugerują, że ten pedofil molestujący dziewczynki był przez abp. Wojtyłę przenoszony, a zatem, że tuszował przestępstwo.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Daleko od prawdy. Jak przeprowadzono atak na Jana Pawła II?

W taki oto oskarżycielski sposób treści z reportażu “Franciszkańska 3” dotyczące ks. Loranca zreferował portal Onet.pl:

“Dziewczynki donosiły rodzicom, że podczas spotkań w szkole lub w kościele zakrywał je swoim płaszczem i kazał dotykać penisa, a nawet brać go do ust. Jego ofiary miały od sześciu do jedenastu lat. Wszystko rozgrywało się w latach 70. Matki kilku uczennic postanowiły interweniować w krakowskiej kurii. Wtedy kardynał Karol Wojtyła postąpił zgodnie ze znanym już schematem. Niedługo po wybuchu afery ks. Loranc został przeniesiony do klasztoru. Jednak i jego dogoniło prawo. Został aresztowany.”

Odwracanie intencji

Zacznijmy może od nieścisłości w datowaniu – sprawa ks. Loranca rozegrała się w roku 1970, a nie w latach 70. W połowie roku 1971 Loranc był już na wolności po odbyciu połowy kary więzienia. To jednak drobiazg. Z cytowanego akapitu wynikają znacznie gorsze rzeczy, np. to że Wojtyła miał mieć jakiś “schemat” ukrywania i przenoszenia księży-drapieżników, którym posłużył się także przy sprawie ks. Loranca. Tego rodzaju sugestie już same w sobie są nadużyciem wobec faktów. Schematem działania kard. Wojtyły były bowiem zasady obowiązującego wówczas prawa kanonicznego i z pewnością nie nakłaniały one do ukrywania przemocy seksualnej. Podobnie nadużyciem jest sugerowanie – a to właśnie robi przywołany tekst – jakoby prawo dogoniło księdza Loranca pomimo tego, że Wojtyła przeniósł go – a może ukrył – w klasztorze. Dokładnie takie wrażenie, co do działań kard. Wojtyły musiał odnieść czytelnik nie znający szczegółów sprawy.

Sugerowanie jakiejś winy kard. Wojtyły w sprawie Józefa Lorenca jest  oczywistą manipulacja, ponieważ dobrze wiadomo jak zareagował on na informację o wykorzystywaniu seksualnym przez tego księdza dziewczynek. Twierdzenie, że Lorenc został ukryty w klasztorze po to, by ten mógł uniknąć odpowiedzialności, jest całkowitym odwróceniem intencji jakie przyświecały Wojtyle. Pokazuje to zresztą dynamika wydarzeń i decyzji ówczesnego arcybiskupa krakowskiego. Sprawa ks. Loranca, opisana rzetelnie przez dziennikarzy Tomasza Krzyżaka i Piotra Litkę w artykule “Wojtyła do księdza-pedofila: Każde przestępstwo winno być ukarane” jest raczej świadectwem, że ówczesne karne procedury kościelne działały w metropolii krakowskiej całkiem dobrze. Sam Wojtyła zaś zachował się wobec ks. Loranca modelowo.

Przejdźmy do faktów

Co właściwie wydarzyło się w Jeleśni? Kiedy ze wsi, w której posługiwał Loranc do lokalnego proboszcza dotarły informacje o molestowaniu przez księdza dziewczynek, reakcja Kościoła – jest to właściwe określenie ponieważ nie dotyczy to tylko kardynała – okazała się natychmiastowa. Rodzice poinformowali o sprawie proboszcza ks. Feliksa Jurę, proboszcz od razu konsultuje sprawę ze swoim dziekanem ks. Janem Marszałkiem i prosi go o radę. Dziekan zaś poleca niezwłoczne przewiezienie księdza-napastnika do kurii, co też jest zrobione. Już następnego dnia ks. Loranc jest u kard. Wojtyły i przyznaje się do winy.

Jakie decyzje podejmuje Wojtyła? Zgodnie z obowiązującym prawem kościelnym suspenduje księdza-napastnika, czyli pozbawia go prawa do wykonywania jakichkolwiek funkcji kapłańskich, odbiera mu też misję kanoniczną, a zatem odbiera prawo do prowadzenia katechezy. Czy może gdzieś go przenosi? Nic z tych rzeczy, umieszcza go – “do wyjaśnienia sprawy”, jak piszą Krzyżak z Litką – w jednym z męskich klasztorów, które pełniły w takich przypadkach funkcję miejsca odosobnienia, rodzaj kościelnego aresztu. W działaniu tym nie chodziło zatem o ukrycie ks. Loranca, ale oddzielenie go od wiernych i pracy duszpasterskiej. Reakcja Kościoła była tak sprawna i szybka, że decyzje kard. Wojtyły – podjęte dzięki właściwej postawie księży archidiecezji krakowskiej – uprzedziły akcję państwowej milicji, która także otrzymała informacje o przestępczym postępowaniu ks. Loranca. Do aresztowania doszło już w miejscu kościelnego odosobnienia, a nie w miejscu posługi. Ks. Józef Loranc w procesie karnym został skazany za pedofilię na karę dwóch lat więzienia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Kościelne prawo

Często podnosi się niedoskonałość kościelnych procedur dotyczących przestępstw natury seksualnej wobec dzieci. Jednak prawo kanoniczne, wedle dawnej jego formy, nie było wcale pobłażliwe wobec księży dopuszczających się pedofilii. “Wedle zapisów obowiązującego wówczas KPK z 1917 r. duchowny, który dopuściłby się przestępstwa seksualnego z osobą małoletnią, miał zostać karnie zawieszony w obowiązkach, należało wobec niego zadeklarować infamię, pozbawić go jakiegokolwiek urzędu, beneficjum, godności i zadania, a w cięższych przypadkach także usunąć ze stanu duchownego (kan. 2359 & 2 KPK, 1917)” – przypominają Krzyżak i Litka w swoim artykule. Wojtyła do tego prawa się zastosował i trudno mu stawiać dziś jakieś zarzuty – np. o pobłażliwość. Równocześnie obciążanie go odpowiedzialnością za to, że nie znał odkryć współczesnej psychologii na temat wpływu przemocy seksualnej na dziecko w czasach, gdy do odkryć też jeszcze nie doszli sami psychologowie, jest działaniem zwyczajnie niepoważnym. Dopiero w ostatnich czasach stało się jasne, że ofiary przemocy seksualnej wymagają szczególnej troski, która powinna leżeć także w zakresie odpowiedzialności biskupów.

Rezydent

Jakie były dalsze losy ks. Loranca? Wobec szczerej skruchy i gotowości poprawy po jakimś czasie z księdza zdjęta została suspensa i nie wymierzono mu dodatkowych kar – takie postępowanie kodeks prawa kanonicznego przewidywał w sytuacjach, gdy ksiądz odbył karę wymierzoną mu przez świecki trybunał. Jednak mieszkał osobno – to znaczy nie z innymi księżmi, ale w klasztorze. Nie zajmował się też duszpasterstwem, ale jak piszą Krzyżak i Litka przepisywaniem tekstów liturgicznych. Nigdy nie został już mianowany wikariuszem w żadnej parafii, ale pozostawał rezydentem parafii w Chrzanowie. Jego jedyne duszpasterskie zadania dotyczyły pracy w szpitalu.

Czy można jeszcze coś więcej powiedzieć o tej sprawie? Z pewnością to, że przebadane powinny zostać także archiwa metropolii krakowskiej, te jednak na razie pozostają zamknięte, co niewątpliwie utrudnia ostateczne zamknięcie ust oskarżycielom.